^ Wróć na górę

Tu jesteś:

BMXEM PRZEZ POLSKE - Streszczenie całości! - Michał "Dodżi" Augustowski

1519 Gdy dowiedziałem się o akcji "BMXem przez Polskę” byłem lekko w szoku, że coś takiego u nas w Polsce i do tego na BMXie. Bez zastanowienia wykonałem telefon do ekipy Baltic Games i potwierdziłem nasz patronat nad imprezą. Długo nie trzeba było czekać na pierwszego newsa. Dzięki tej informacji, Michał Augustowski dołączył do wyprawy: "O wszystkim dowiedziałem się dzięki waszemu portalowi dlatego i niech na waszym się zakończy. Napisałem drobna relacje z całej wyprawy, żeby wszystko było w jednym miejscu i nie trzeba było szukać." W tym miejscu chciałbym raz jeszcze podziękować Michałowi za śledzenie naszych wpisów i jakże aktywne działanie w scenie. Zapraszam do relacji jak również na stronę Michała - dodziii.blogspot.com.

 

 

Kiedy uczyłem się do egzaminu z matematyki, przeglądałem bmxmagazine gdzie natrafiłem na post pewnego Burka który wpadł na mega szalony pomysł przejechania całej Polski na malutkim 20 calowym rowerku. Pomyślałem sobie ze nieźle zwariował i bez chwili zastanowień napisałem do niego ze jadę z nim. Po 3 dniach dostałem odpowiedz w której zostałem serdecznie zaproszony na wyprawę. Naprawiłem rower, spakowałem plecak i już 04.07.2011 zacząłem swoja przygodę:

 

Dzień 0 <Busko-Zdrój-Bielsko-Biała>:

Pobudka, ostatnie sprawdzenie rzeczy i wyjazd o 10 do Krakowa, z Krakowa do Bielska i tak około 16 zawitałem w tym strasznie life-stylowym mieście. Na początku trochę zabawy ze skręcaniem roweru i odnalezieniem skateparku który okazał się być na samej gorze miasta<gryy dobra rozgrzewka jak na początek>. Chwila jazdy z lokalsami i w końcu pojawił się Pan Milosz "Burek" Kuder ze swoja dziewczyna i naszym dziennikarzem Adamem Szostakiem. Przy podwieczorku omówiliśmy podroż po czym odprężyliśmy się w saunie. Wieczorem jak wiadomo dalsza integracja...

1391

 

1392

 

 

Dzień 1 <Cieszyn-Częstochowa>:

Szybka pobudka o 5, spakowanie plecaków, rowerów do aut i wyprawa w kierunku Cieszyna. Na granicy Polsko-Czeskiej rozstawiała się właśnie ekipa Freestyle city która zapewniła nam mile powitanie i pyszna jajecznice na śniadanko. Zostaliśmy zaatakowani przez media, mikrofon tu mikrofon tam, bardzo milo ze szersze grono zainteresowało się ta inicjatywa. Po złożeniu stanowiska startowego burmistrz Cieszyna machnął flaga i ruszyliśmy! Do granicy miasta zostaliśmy odprowadzeni przez okolicznych raiderow po czym została już tylko nasza 3 która z uśmiechem na ustach planowała przejechać cały kraj. Trochę czasu minęło od kąd jechaliśmy wiec wszystkiego nie pamiętam ale z pewnością na długo zostanie mi w głowie Slask. Posłużę się tu tekstem Adama : "Lekko nie było, węgiel wpadał pod koła, pył pylił w oczy, a niegościnni lokalesi rzucali jeszcze bardziej niegościnne spojrzenia w stronę pędzących rowerów".

Pamiętam jak przed Ruda Sląska zobaczyłem starego autosana wyłożonego workami po ziemniakach wożącego starych zmęczonych górników z kopalni do domów i tak non-stop. Średnio przyjemny obraz tamtych rejonów. Co mnie jeszcze zaciekawiło ? Na pewno strasznie zmienna infrastruktura: w jednym miejscu brud kurz huta a kilometr dalej piękne zielone drzewa i jeziorko. Tego dnia planowaliśmy przejechać 120 km ale po wszystkich objazdach itd wyszło nam około 160. Styrani po pierwszym dniu ruszyliśmy na skatepark, zorganizować mały contest dla tamtejszej ludności. Wszystkich zaskoczył strasznie wysoki poziom i mega styłówka. Bilet oddany,gadżety rozdane można iść odpoczywać. Wielkie dzięki dla Dzięcioła za nocleg i grilla.

Dla zainteresowanych, kilka ważnych faktów z pierwszego odcinka: <od Adama>
- 162 km – czyli 30 więcej niż planowaliśmy – jesteśmy spoko:)
- 12,5 godziny w trasie i 3 minuty spóźnienia na inne aktywności
- 3000 spalonych kalorii
- 432 minięte TIRy – rada dla kierowców – ogarnijcie się!

1393

 

1395

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

1396

 

1397

 

 

Dzień 2 <Częstochowa-Lódź>:

Wyspany po śnie w łózku babci dzięciolą, zszedłem na dol a tam cala ekipa roześmiana i gotowa na dalsze boje. Szybkie śniadanko i zaczęliśmy. Dzięcioł odprowadził nas do granic miasta, pożegnała nas święta Częstochowa i obraliśmy kierunek Lodź. Co nas spotkało? 12 godzin jazdy pięknymi wsiami, totalny plener. Jednak nie było nudno, na początku przeprawa przez wiadukt którego jeszcze nie wybudowano, omijanie "autostrad" na których zabroniona była jazda rowerem, błądzenie po lasach i takie tam. Po 30 km bardzo milo zaskoczył nas nasz główny logistyk Razel<człowiek bez którego pewnie do dziś byśmy jeździli po Cieszynie szukając wyjazdu, ogarniał dla nas trasę, zapewniał jedzenie i napoje, mistrz człowiek>. Wyjeżdżamy z lasu a tu po prawej stronie pokazuje nam się on rozpalający dla nas ognisko, nad jeziorkiem. Kiełbaska,bułeczka i jazda dalej. Kopalnia Bełchatów to trzeba zobaczyc. Ogromne wykopaliska,ogromne maszyny,ogromne taśmociągi.

Po drodze spotkała nas jeszcze jedna mila niespodzianka, w miejscowości Szczerców<totalna wiocha 4 tys. mieszkańców> wpadamy na 2 bmxsiarzy, którzy zaprowadzili nas na świetny skatepark. Kto by pomyślał ze na takiej wsi może coś takiego być. Przy okazji zahaczyliśmy o pobliski stawik w którym przemyliśmy nasze spocone ciała.

W końcu po całym dniu dojechaliśmy do Lodzi gdzie przywitał nas tłum bmxsiarzy na placu Dąbrowskiego. Znowu szybki contest<wygrał siwy który rozpiernicza system na dużych jak i małych kolach> i na koniec to co kociaki lubią najbardziej czyli inne aktywności. Tu kolejny raz muszę podziękować Dzięciołowi za ogarniecie spania.H5.

Kilka faktów dla zainteresowanych szczegółami: <od Adama>
- 155 kilometrów – czyli znów ponad miarę
- godzina spóźnienia – pewnie przez cross country, bo przez co innego?
- 10 godzin pełnego słońca
- widzieliśmy 1 bociana

 

1398

 

1401

1402

 

 

Dzień 3 <Łódź-Warszawa>:

Najgorszy dzień ze wszystkich. Poranne zamotanie. Zamiast skręcić w prawo skręciliśmy w lewo i w ten oto piękny sposób zrobiliśmy na marne 20 km. Jednak to nie było najgorsze, świetnie moja sytuacje opisał Adam: "Wpadł na krawężnik i rozwalił go nogą. Potem przebił metalową barierkę i betonową ścianę. Wstał i powiedział, że nieco boli go kolano, ale zjadł ketanol, popił energetykiem i znów działał jak dawniej"

Mimo zerwanych więzadeł wybrałem się na ta wyprawę, nie było to za mądre szczególnie ze właśnie w Lodzi straciłem równowagę,podparłem się noga i tak oto znowu skręciłem kolano. Udało mi się przejechać 10 km po czym padłem na ziemie, szybka wizyta w szpitalu, rozmowa z lekarzami, zakup stabilizatora i po 20 km przerwie znowu dołączyłem do ekipy! Nie mogłem się poddać w połowie trasy.
Cala droga obfitowała w tiry! Tir na tirze, 4 tiry na raz po prostu masakra. Chyba nigdy nie balem się tak o swoje życie. Brak pobocza,brak chodników i my na naszych małych rowerkach. Okropne przeżycie.

30 km przed Warszawa zaczęła się totalna sieka, oberwanie chmury. Próbowaliśmy jechać walczyliśmy ale w końcu zatrzymaliśmy się w pobliskim Macu, po 30 minutach czekania, założyliśmy kapoki i ruszyliśmy w dalsza podroż. Jazda rowami nie należy do przyjemnych ale na pewno była bezpieczniejsza niż jazda z tirami w tą pogode. Nasza średnia spadła do 3 km/h , w końcu deszcz zaczął trochę słabiej padać i wróciliśmy na jezdnie. Dotarliśmy do znaku Warszawa. Oczywiście pamiątkowe zdjęcie i mega banan na twarzy. Marzyłem wtedy tylko o prysznicu i śnie.

Podliczając te 3 dni: 36 godzin jazdy 12 godzin snu. W stolicy przygarnęła nas redakcja freestyle.pl
Wszystko co mnie mogło bolec to mnie bolało , dzięki Bogu następny dzień był dniem wolnym od jazdy uff.


Kilka ważnych faktów (ciekawe czy ktokolwiek czyta do tego momentu): <od Adama>
- przejechaliśmy 150 km (a co, musi być więcej niż w planach)
- zjedliśmy 3 pizze
- widzieliśmy 24 pęknięte jeże
- 1 burza, ale za to jaka

1403

 

1404

 

1405

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Dzień 4 <Media i inne aktywności>:

Pobudka z samego rana, wizyta w Superstacji na szybki wywiad< dzięki za kawę nigdy nie piłem lepszej> później zwiedzaliśmy muzeum sportu i turystyki gdzie znowu zaatakowała nas prasa. W trakcie zwiedzania odłączyłem się od ekipy w celu naprawienia swojego rowerku w Avebmx , niestety nie udało mi się niczego wywalczyć i z lekka załamka wróciłem do mieszkania. Kolano ciągle puchło,ledwo chodziłem. Gdy reszta bawiła się na zawodach long bordowych ja poszedłem w kimę, 6 godzin snu po czym stwierdziłem ze bez opieki lekarza się nie obejdzie. Zaskoczyła mnie szybka obsługa, w ciągu 30 minut miałem zrobione prześwietlenie i ściągnięty płyn z kolana<prawie 5 dużych strzykawek>

Po wszystkim wróciłem do mieszkania na inne aktywności.
Za mieszkanie w wawie wielkie dzięki dla Alika i ekipy z freestyle.pl

1406

 

1407

 

 

Dzień 5 <Warszawa-Ciechanów>:

Śniadanko i w drogę. Z moja noga było już dużo lepiej. Dystans tez był całkiem przyjemny ,,jedynie 100km" . Narzuciliśmy mega tempo i już po 6 godzinach zawitaliśmy w Ciechanowie. Po drodze standardowo grill na poboczu.
 Nie obyło się również bez deszczu. Jednak w porównaniu do Warszawki była to tylko lekka burzyczka. Ciechanów przywitał nas bardzo fajnym jeziorkiem w którym o dziwo woda miała 21 stopni ciepła. Mimo deszczu odrazu wskoczyliśmy i relaksowaliśmy się w niej. Gdy my sie wycieraliśmy, Adam szybko ogarnął nocleg u jakieś starszej Pani. Dotarliśmy w końcu na miejsce rozpakowaliśmy torby, powiesiliśmy brudne i mokre rzeczy, zmieniliśmy ciuchy i wybraliśmy się w poszukiwaniu Ciechana. Kto nie pil niech żałuje. Jedno z najlepszych piwek jakie piłem. Bar tuz przy browarze, i Ciechan miodowy mniam! Spotkaliśmy tez bmxsiarzy którzy mimo niskiego poziomu zaskoczyli nas mega zajawka. Na pewno zapamiętają ten dzień spotkania z nasza ekipa hah.

Jak wielu z was pewnie wie w Ciechanowie oprócz piwa jest tez bardzo fajny zamek. Niestety był zamknięty i do okoła był w rusztowaniach. Burek nie był by Burkiem jeżeli by tego nie wykorzystał i już po paru minutach wdrapywania byliśmy na szczycie zamku, skąd można podziwiać calą okolice.
Dalsza cześć wieczoru spędziliśmy na innych aktywnościach.

Kilka interesujących, aczkolwiek zapewne niepotrzebnych faktów: <od Adama>
- wybiło nam 500 na liczniku
- jest 6 rodzajów Ciechana i wszystkie są pyszne
- woda w jeziorach ma ok. 20 stopni
- obwód równika liczy sobie 40 008 km (może za rok Burek tyle przejedzie)

1408

 

1409

 

1410

 

1411

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Dzień 6 <Ciechanów-Ostróda>:

Burek tak się zajawił pomysłem pośmigania na wakeboardzie ze wstaliśmy o 5 rano by jak najszybciej dojechać na wyciąg w Ostródzie. Cisnęliśmy jak tylko potrafiliśmy ale w połowie drogi sprzęt odmówił posłuszeństwa wiec musieliśmy zrobić przerwę na szybki serwis.

Po naprawach znowu mega szybka jazda. Nie byli byśmy sobą jeżeli nie załapali byśmy się na jakieś jeziorko szczególnie ze byliśmy w stolicy jezior na Mazurach. Razel znalazł dla nas jedno ciekawe, zmieniliśmy spodnie na szorty i znowu zaczęło lać. 3 dzień z rzędu, 3 dzień burz gryy. Mimo wszystko wsiedliśmy na rowerki i jazda na wake! Na nasze szczęscie największa ulewa zaczęła się dopiero w samej Ostródzie. W końcu dotarliśmy do celu. Wyciąg na nas czekał. Założyliśmy pianki, wzięliśmy deski i fru do lodowatej wody w deszcz. Burek jeździł już wiele razy wiec nie było dziwne ze i wtedy sobie świetnie poradził. Ja niestety z obawy na kolano i swojego beztalencia nie mogłem się utrzymać po starcie, gdy w końcu zaczęło mi się udawać zamknęli wyciąg bo był za duży wiatr i deszcz.
Ambasador Baltica ogarną dla nas przyczepa campingowa i wraz z bosmanem przystani żeglarskiej zorganizowaliśmy inne aktywności.

I na koniec kilka faktów: <od Adama>
- 120 km i kolejny rekord czasowy
- Junior 3 razy przywalił puchą o wodę < może troszkę więcej:P>
- 666 na liczniku – hell yeah!

1412

 

1414

 

1413

 

 

Dzień 7 <Ostróda-Tczew>:

Wstaliśmy rano zęby jeszcze trochę pobujać się na wake. Stwierdziłem ze nigdzie nie pojadę jeśli nie uda mi się przejechać całego wyciągu. Pianka,decha i w wodę. Jedna gleba,druga gleba, 3 ........ w końcu z politowaniem podeszła do mnie wcześniej poznana mistrzyni polski wakeboardu podpowiedziała mi parę rzeczy i za którymś razem udało mi się ruszyć, na początku do pierwszego zakrętu, później do drugiego, aż nareszcie przejechałem całość. z mega bananem na pysku wsiadłem na rower i ruszyłem w stronę Tczewa. Warto dodać ze dołączył do nas Marek na swojej oldschoolowej kolarzówce.

Nareszcie dzień bez deszczu, piękne malownicze wsie i widoki. Jedyna negatywna rzeczą tamtego dnia były stare kamienne drogi na których wytrzepało nas nieziemsko.
 Dotarliśmy do Malborka gdzie powitała nas TVP3 i wspaniały zamek. Zjedliśmy obiad na starej lodzi i znowu mega szybka akcja do Tczewa.

Po dojechaniu, przekraczaliśmy legendarny most gdzie zostaliśmy zakatowani przez 30 bmxsiarzy jadących w nasza stronę. Zaprowadzili nas na "skatepark" gdzie zorganizowaliśmy kolejny contest. Niespodzianka wieczoru byli prosi którzy nudząc się w Gdańsku stwierdzili ze pojeżdżą trochę z Polska młodzieżą i wpadli na park. Poszło parę niezłych katów po czym lokalsi zorganizowali dla nas swietne ognisko.
 Atrakcja wieczoru był "Szatan" człowiek orkiestra, świetny beatbox przy mega ognisku.
 Moim zdaniem najbardziej zajawkowe i przyjemne miasto podczas tripu. Pozdro dla was!

Zaskakujące i niesamowite fakty z wtorku! (liczymy, że tym tytułem zwabimy Fakt i Super Express). <od Adama>
- dziś padł ponad 120 km
- jedzie nas obecnie czwóreczka
- powitanie w Tczewie było najbardziej kozackie z całego touru

1415

 

1416

 

1417

 

 

Dzień 8 <Tczew-Gdańsk>:

Najlepszy dzień! 40 km dzieliło nas tylko od Gdańska. Jak to Burek mówił: mogliśmy to przejechać bokiem, tyłem albo na rzęsach. Parę godzinek jazdy i jest. GDAŃSK, baltic zdobyty.

Dotarliśmy na plac zebrań ludowych gdzie wraz z nami na motorze wjechał burmistrz Gdańska. Konferencja prasowa, pamiątkowe koszulki i bursztyny. Dalej tylko mega zajawka na świetnym parku Balticowym itd itd.

1418

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

1419

 

1420

 

Baltica nie będę opisywał, było mega i tyle. A co do samej wyprawy na koniec to świetne towarzystwo, cudowne wspomnienia i niezapominania trasa. To zostanie w mojej głowie do końca życia. Dzięki wszystkim którzy nas wspierali. Bez was przejechania ponad 850 km nie było by możliwe.

KONIEC

Komentarze

Obrazek użytkownika sciemka777
# sciemka777 czw., 08/04/2011 - 12:35

hehe znajomy wiatrak na zdjęciu na blogu :) Szkoda, że dowiedziałem się dopiero dzień po wpisie, że jedziecie niedaleko mojej miejscowości ;/

O nas

BMXmagazine.pl to strona zajmująca się wszystkim co związane z tematyką BMX. Od początku istnienia (2008 rok) prowadzimy serwis tematyczny. Ostatnio na Loked (nazwa strony) można znaleźć także forum i galerię, lecz serwis cały czas się rozwija i planujemy wdrażać nowe funkcjonalności. Działamy także poza Internetem organizując zawody, jamy, konkursy i różnego rodzaju imprezy. Staramy się robić wszystko co w naszej mocy, aby rozwijać scenę BMX w Polsce.