^ Wróć na górę

Tu jesteś:

Cult - Let'em talk - recenzja filmu

Ostatnimi czasy na świat przyszło nowe, pierwsze wideo równie świeżej firmy Cult. Tak się złożyło, że chłopaki z Allday przysłali do redakcji tenże film i przyszło mi go zrecenzować. Nie będę się rozpływał z tym wstępem, więc przejdźmy do rzeczy.

W zestawie otrzymujemy książeczkę formatu A5, jest to "cultowy" magazyn numer 4. Oprócz tego mała naklejka z nazwą filmu no i oczywiście płyta w standardowym, papierowym opakowaniu. Na pierwszy ruszt rzucę ów magazyn.

Czerwona okładka z dziwnymi napisami, w tym "Satan Returns" przyprawiła mnie w pierwszej chwili o chwilę zastanowienia. "No ciekawe" pomyślałem i otworzyłem pierwszą stronę. Oczom moim objawił się wywiad z tym, kto nagrał i złożył cały film, a jest to Ryan Navazio, poniekąd znana osoba. Mówi o tym, jak dostał się na tripa i dlaczego używa takiego sprzętu jakiego używa. Literki przy kamerze nic mi nie mówiły, ale w późniejszym czasie wszystko miało się stać jasne. Na kolejnych stronach obserwujemy parę ciekawych fotografii Adama Roye'a oraz "interesujący" obrazek. Zdjęcia przerywa strona poświęcona tekstom napisanym przez internetowych komentatorów filmu, jak i całej zajawki pt. Cult. Uznałem, że pominę ten temat, bo mam recenzować film, a nie to, jaki wizerunek ma firma. Krótko mówiąc, większość z nich to pewnie internetowi twardziele :). Dalsza część książeczki to kontynuacja paru zdjęć, bike checków, a nawet instrukcji jak z jabłka zrobić małe bongo. Na przed ostatniej stronie wzrok przykuwa tłusty obrazek rozłożony na dwie strony i rozszyfrowanie skrótu nazwiska fotografującej osoby, którą jest Devon Hutchins. Tylna okładka magazynu to kartka rodem wzięta ze szkolnego zeszytu.

Okej, przeszliśmy przez opis maga, więc jeśli jeszcze nie zasnęliście, to serwuję danie główne.

Kiedy włączyłem film, zobaczyłem nieskomplikowane menu dwoma działami "Play" i "Chapters". Po kliknięciu w ten pierwszy, oświeciło mnie dlaczego Ryan Navazio tłumaczył się ze sprzętu, jakim kręcił wideo. Moją uwagę przyciągnęła długość filmu, która wynosi 24 minuty i 48 sekund, ale przede wszystkim jakość. Jak to mówią niektórzy - "kręcone kalkulatorem!" (bądź komórką). Pomyślałem sobie, że nie dość, że troszkę krótkie, to jakość nie powala, ale równocześnie miałem nadzieję, że coś wynagrodzi te mankamenty. Nie musiałem długo czekać, żeby moje wątpliwości zostały rozwiane.

Na początek krótki wjazd z pomieszanymi akcjami różnych riderów i spokojnym gitarowym riffem. Już tutaj widać było, że posypią się grube sztuczki.

Parę minut wstępu i na ekranie zjawia się Chase Hawk. Pamiętam, że kiedy jeszcze nie miałem roweru i takiej zajawki bmx'owej, koleś robił na mnie wrażenie i szybko stał się jednym z moich ulubionych zawodników. Tym razem również mnie nie zawiódł. Może nie jest robotem wciskającym milion trików na sekundę, ale za to jego płynność jazdy i wyokie loty chyba zna każdy. Po prostu cieszy oko. Chase oferuje widzowi parę konkretnych transferów, wysokich sztuczek na parku, ale nie odstaje również, jeśli chodzi o ślizganie się po rurkach. Wszystko przy dość nietypowym połączeniu czarnego rapu, co może zdziwić, aczkolwiek pasuje i ładnie zgrywa się z nagrywkami.

Po jakże udanym pierwszym przejeździe, pojawia się kompilacja dwóch riderów, czyli Alex'a Kennedy'ego i Bobby'ego Simmons'a. Widać od razu, że chłopaki prezentują kompletnie inny styl od tego, który mieliśmy sposobność oglądać parę minut wcześniej. Bardziej street'owe akcje i jeszcze większy chill. Ice picki Bobby'ego robią wrażenie, tak samo jak jazda Alex'a. Reżyser dobrze dobrał obu riderów. Ich pomieszana jazda daje fajny, płynny efekt i jest przyjemna w oglądaniu. Sypią się ładne grindy, a na koniec Bobby popisał się dobrym over fifty ze 180 na zejściu.

Następne nagrywki ujawniają gościa wziętego rodem z czasów, kiedy światem panował Punk. Trey Jones pokazuje swoim oldschool'owym stylem, że można czasem robić inne triki niż tailwhip i barspin z wszelakimi tych sztuczek wariacjami. Ostre gapy i porządne transfery to jest to co pokazuje ten człowiek. Urozmaica jazdę o oldschool no hand'y, nose manuale i kilka streetowych flar. Muzyka rozpędza się w tym miejscu i swoim punkowym klimatem idealnie wpasowuje się w styl jazdy Trey'a.

Przejazd Jones'a kończy się i daje początek popularnej części wielu filmów, która pokazuje jazdę zaprzyjaźnionych riderów ekipy. Polecam przyjrzeć się akcji Shwana Swain'a i jeździe Stevena Mack'a (pięknie wciśnięty turndown 180 na spinie).

Następny kawałek prezentuje Russ Barone, który na pewno zwraca uwagę, chociażby swoimi długimi dredami :). Dynamiczna muzyka i jazda obfitująca w różnorakie grindy. Tym częstuje nas ten rider. Jego przejazd jest jednak bardzo krótki.

Po Baronie występuje drugi wyczekiwany przeze mnie zawodnik (pierwszym był Hawk, więc nie musiałem długo czekać :) ). Dakota Roche. No cóż... widać, że Cult pomimo sponsoringu nie zadowolił Daka maszynką do golenia i nożyczkami hehe. No ale mniejsza z tym. Czekałem na grube akcje, i się doczekałem! Dwa mega gapy w jednej akcji, 1-8 i 3-6 przez barierke, a na końcu nosek do manuala do pięknego tooth pick'a pod górę! I to tylko niektóre z akcji, jakie serwuje Roche. Do tego tak spokojna nuta, że dzieciom można na kołysankę puszczać. Jest klimat. Po prostu trzeba to zobaczyć.

Film zaczął Chase, i Chase film kończy. Tyle że Chase Dehart, a to już zupełnie inny styl jazdy. Myślę, że każdy streetowiec będzie oglądał ten przejazd z bananem na ustach. Mnie również bardzo się ten przejazd podobał. Ciężki rap dodaje efektu, a dobre sztuczki i kombosy wbijają porządnego gwoździa na koniec wideo. Chase to prawdziwy biały murzyn, mówiąc kolokwialnie oczywiście.

Tak jak już wspomniałem, przejazd Dehart'a jest ostatnim w filmie. Pozostałe 4 minuty i 29 sekund to bonus, pokazujący trochę backstage'u i oczywiście nieudane akcje. Wszystko to przeplatane jest napisami, a w tle muzyka grupy Massive Attack, jak ulał pasująca do zakończenia. W ostatnich sekundach dowiadujemy się, że cały film został dedykowany pamięci Boba Morales'a (1945-2010).

Czas na podsumowanie. Film Let'em talk, mimo, iż sprawia wrażenie mizernego, w mojej opinii wcale taki nie jest. Być może chciałoby się mieć jakość HD i powiedzmy 40 minut filmu, a nie 24. Być może... ale myślę, że wideo jako całość, czyli jego jakość, muzyka w nim zawarta i przede wszystkim jazda ma specyficzny klimat. Przez chwilę można się poczuć jak za dawnych dobrych czasów, kiedy nie było jeszcze super kamer z milionem klatek na sekundę i akcji w stylu barspin, tailwhip, barspin, tailwhip, etc. BYĆ MOŻE właśnie o to chodziło Ryanowi. Te 24 minuty i 48 sekund dobrej, chillowej zajawki sprawia, że chce się wsiąść na rower i mimo upałów czy nie upałów po prostu jeździć i się z tego cieszyć. To chyba wszystko. Mam nadzieję, że nikt z Was, Drodzy Czytelnicy, nie zasnął czytając moje wypociny. Podziękowania dla sklepu ALLDAY.pl za dostarczenie filmu do zrecenzowania. Zachęcam każdego do obejrzenia. Dziękuję, dobranoc.

Thomasz

O nas

BMXmagazine.pl to strona zajmująca się wszystkim co związane z tematyką BMX. Od początku istnienia (2008 rok) prowadzimy serwis tematyczny. Ostatnio na Loked (nazwa strony) można znaleźć także forum i galerię, lecz serwis cały czas się rozwija i planujemy wdrażać nowe funkcjonalności. Działamy także poza Internetem organizując zawody, jamy, konkursy i różnego rodzaju imprezy. Staramy się robić wszystko co w naszej mocy, aby rozwijać scenę BMX w Polsce.